Instrumentalizacja prawa ma złą sławę. Naturalną reakcją na zło jest stawianie granic. W pozytywizmie prawniczym, monopolizującym aktywizm po stronie państwowego prawodawcy, granice te budowane są na zewnętrznych wartościach (moralność), a w jego nowszej wersji na wartościach wewnętrznych (praworządność, rule of law). Autonomia prawa staje się granicą instrumentalizacji.
W monografii próbuję podważyć mit złej lub podejrzewanej o niecne intencje instrumentalizacji prawa. Punktem wyjścia do tej rewaloryzacji będzie odwrócenie relacji między instrumentalizacją i autonomią. Autonomia prawa staje się legitymacją otwierającą drogę do działania, którego cel wybierany jest przez aktywnego społecznie aktora. Przesuwa to czynności instrumentalizacji prawa w obszar praktyki demokratycznej, ze „świata systemów” do „świata życia” (Habermas).
Proponowanemu ujęciu instrumentalizacji zarzucić można nadmierny optymizm oraz nieliczenie się z zastaną praktyką kulturową. Istotnie, teorie nie zmieniają świata, mogą natomiast zmieniać sposób jego postrzegania. Przyjęta w pracy perspektywa badawcza opiera się na założeniach pragmatycznego instrumentalizmu Johna Deweya. Co warte podkreślenia, amerykański pragmatysta wcale nie walczy z pozytywizmem prawniczym — przeciwnie, swoją teorię działania- poznawania (uczenia się) lokuje w ramy relacji między regułą ogólną (formalizm) i faktami tworzącymi kontekst działania (realizm). Jest to perspektywa bliska nie tylko prawnikom, ale wszystkim, którzy próbują sobie radzić z życiowymi wyzwaniami.
Powrót